Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta i ciasteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta i ciasteczka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 maja 2013

najprostszy i najszybszy sernik świata - bez pieczenia

... doskonale wiecie, że mam nie dwie, a cztery lewe ręce do pieczenia ciast, a jeść lubię, dlatego wszystko co słodkie wychodzi mi tylko wtedy, kiedy nie muszę używać piekarnika i modlić się czy wyrośnie, brrrr.... ;) dlatego dziś przepis na ciasto z sera, zdrowe, acz....kaloryczne ;), przygotujcie:
  • 1kg sera "mój ulubiony"
  • 200g masła 
  • 1/2 szklanki cukru
  • herbatniki lub biszkopty na spód
  • suszone śliwki kalifornijskie, daktyle, morele, rodzynki, żurawina - co tam macie
  • orzechy, migdały - wedle smaku
....dno tortownicy bądź jakiejkolwiek blachy wykładamy herbatnikami...
...w misce ser miksujemy z masłem i cukrem na jednolita masę...
.... teraz tylko dorzucacie wszystko co słodkie i sypkie plus pokruszone herbatniki (biszkopty)...
...mieszacie wszystko razem i wykładacie do tortownicy na herbatniki, teraz do lodówki na kilka godzin i...
...możecie przystroić czym chcecie... pyszne, niesłodkie, rześkie... polecam tym, co z piecem za pan brat nie są :P

poniedziałek, 4 lutego 2013

brownie czyli przepyszny czekoladowy zakalec

.... ile pań pieczących, tyle przepisów na brownie... podobno .... ;) zdecydowałam się je zrobić, chyba dlatego, żeby nikt nie mógł mnie skrytykować ;) ... łeeeeee nie wyszło Ci, zakalec, niedopieczone, prawie surowe ;) ... takie właśnie jest brownie :D dla mnie bomba !!! ... wiecie jaka jest historia tego czekoladowego cuda? ... pewna bibliotekarka z USA - Pani Brown, zapomniała dodać proszku do pieczenia do ciasta czekoladowego, które przygotowywała dla swoich gości, nie przejęła się tym, podała takie jakie wyszło i ciasto - zakalec okazało się hitem :D ... to które chcę Wam przedstawić jest wyjątkowo pyszne i wyjątkowo szybko można je przygotować a jeszcze szybciej upiec ;) ... musicie mieć:



  • 140 g  gorzkiej czekolady (używałam Lindt i Wedel - obie się sprawdziły)
  • 250 g masła
  • 4 jajka
  • 140 g mąki pszennej
  • 250 g cukru


.... czekoladę potraktujcie kąpielą wodną, tzn postawcie miskę na garnku, w którym będzie bąbelkowała woda ;) ( to info dla początkujących kucharzy :P...

... jedna paczka masła Wam nie wystarczy, musicie dorzucić 50g z drugiej ...

.... masło miksujemy najpierw samo, dlatego dobrze, żeby nie było prosto z lodówki....

.... następnie dolewamy płynną czekoladę, tylko pilnujcie, żeby nie była gorąca, bo roztopi masło....

.... miksujemy, aż te dwa składniki połączą się w cudną brązową masę ;) ....

.... teraz dodajemy roztrzepane widelcem jajka ...

... czas na cukier i przesianą mąkę ...
.... wszystko miksujemy dosłownie tyle, żeby połączyły się wszystkie składniki, nie "merdajcie" za długo mikserem...teraz tylko foremka, a najlepiej dwie niewielkie na te ilość, brownie ma być płaskie ...

....wstawiacie do pieca nagrzanego do 190 stopni, dosłownie na 20 min ( nie dłużej!!!), najlepiej sprawdzić konsystencję drewnianym patyczkiem lub po prostu zapałką :) ... brownie w piecu, to co? szybka herbatka? bo kawkę zostawimy sobie do "czekoladowca" co? ;) ... puszczamy kawałek poniżej z 5 razy  ;)...


... i .... tadammmm.... :D


... jeszcze tylko buziak Werce za foty i jemy to!!! :* smacznego czekoladowego ;)




tiramisiu dla leniwych

.... goście wieczorem? nie lubicie piec? macie ochotę na coś słodkiego, ale żeby za mocno w biodra nie weszło? ... proszszszsz..... tiramisu po polsku, po mojemu, właściwie "po Nataliowemu" ;) ... najpyszniejsze robi moja przyjaciółka, mistrzyni wypieków i deserów, takie tradycyjne, włoskie ... u mnie jak zwykle musi być szybko i prosto ;) ... któregoś dnia zadzwoniła do mnie moja sąsiadko-przyjaciółka..."co robisz, bo wpadłabym na kawę" - zaszczebiotała, "nie mam nic słodkiego" - próbuję się wykręcić :).... "zrobiłam tiramisu"... coooooooo????? - myślę sobie, Natalia i ciasto????? - niemożliwe, muszę to sprawdzić .... i ..... ku mojemu zdziwieniu po 10 minutach  wchodzi ... najpierw talerz z pachnącym ciachem a potem Ona ... kurcze, naprawdę to zrobiła.... bez oporów, jak na sąsiadko-przyjaciółkę przystało wyśpiewała, jak prosto i szybko zrobiła to biszkoptowe cudo ... moja wersja jest wzbogacona o syrop malinowy, żeby było bardziej "moje" ;) ...szykujcie:



  • duża paczka biszkoptów typu "języczki"
  • syrop malinowy
  • serek mascarpone 
  • trochę alkoholu
  • czarna kawa - mocna
  • kakao do posypania

... musicie wziąć wyższe naczynie, w którym będziecie układać biszkopty, ja wykorzystuje takie żaroodporne jak do zapiekanek...na początek do głębokiego talerza wlewamy mocną kawę...



... moczymy biszkopty z jednej i drugiej strony i układamy ciasno w naczyniu, następnie smarujemy pierwszą warstwę serkiem ( samym serkiem!!!) bez żółtek, śmietan, cukrów....

...na serek leci druga warstwa biszkoptów, tym razem umoczonych w syropie wymieszanym z alkoholem ...



... malinowo-alkoholowe lądują na serku i mamy tym sposobem drugie piętro ;) ...
... teraz znów serek i jeszcze jedna warstwa kawowych, wierzch znów serek, zasypujemy wszystko kakao i gotowe :D błyskawica - prawda? 


... teraz przykryjcie folią spożywczą, srebrną, złotą, czym tam macie, żeby Wam kiełbachą nie przeszło w lodówce ;)... ja robiłam wieczorem... rano... Werka w szkole, Marek jeszcze chrapie, suka po spacerze towarzyszy mi w kuchni z nadzieją, że spadnie choć okruszek biszkopta.... delektuję się i rozkoszuję..... tym oto ...

Smacznego Łakomczuszki :D

p.s. możecie robić również wersję bez syropu malinowego, równie pyszne :)

niedziela, 27 stycznia 2013

oreowy czarny tort miętowy

...."Mamooooo, zrobimy jakieś ciasto z "jajem"?" - zapytała moja Nastolatka .... jak trzeba piec, to nie ma mowy, jak na zimno...dam radę ;) ... "spoko, bez pieczenia, -  uffff.... "... "to idę po zakupy" .... ooooo "grubooo" myślę sobie...będę tylko siłą roboczą, czyli odpal mikser, potrzymaj miskę, wyjmij wagę ;) dooobra, "mitam pasujeeee" jak mawiał któryś z jakiegoś kabaretu ;).... parzę kawkę i zasiadam z Nergalem w ręku - helouuuuu z książką!!! książkę miałam na myśli :P .... po 20 minutach wchodzi Werka z dziwnie zaopatrzoną torbą jak na tort ..... ciastka, pianki w kształcie paskudnych Smerfów i litr mleka 3,2% .... "masz jakiś alkohol"? - pyta, nie wiem po co, bo alkohol u nas, może nie jak chleb, ale jakiś zawsze znaleźć można ;).... "wyciągaj mikser" ... czyli jednak przydam się tylko do brudnej roboty.... wykładamy wszystkie potrzebne składniki: 



  • 30 dag ciasteczek Oreo z czekoladowym nadzieniem
  • 5 dag gorzkiej czekolady
  • 5 dag masła
  • 15 dag pianek marshmallows
  • 125 ml mleka 3,2%
  • 60 ml likieru miętowego
  • 60 ml Malibu
  • 375 ml śmietany kremówki 30 lub 36%
  • 2 śmietan-fixy
  • 1 ciastko dodatkowo do pokruszenia na wierzch


...ciasto jest mega proste w obróbce, najdłuższy jest proces "dochodzenia" w lodówce... na początek wrzucamy ciacha, masło i czekoladę do malaksera ...


... miksujemy wszystko na mokry piasek, następnie wyrzucamy do małej tortownicy wysmarowanej masłem, ugniatamy aż po brzegi, wciskamy czarną masę w dno i wstawiamy do lodówy na czas przygotowania wierzchniej warstwy ...



... pianki teoretycznie powinny być białe, Werka kupiła jakie były, w związku z czym "kupa" smerfów zagościła w naszej kuchni ;) ...


... biało-niebieskie ludki lądują wraz z mlekiem do garnka....


.... lekko podgrzewamy, nie doprowadzając do zagotowania !!! mieszajcie non stop, nie może Wam zawrzeć, bo inaczej - "kaplica" - macie kurs do sklepu ;) pianki zawierają żelatynę, ta po zagotowaniu traci swoją właściwość i nadzienie Wam nie stężeje....


... jak już wszystko co w garnku przyjmie postać płynną, odstawiacie do wystygnięcia... ja, żeby przyspieszyć ten proces, wrzucam do zamrażalnika na chwilę (jestem niecierpliwa, więc sobie radzę) ... jak jest już zimne ale niestężałe, wlewacie mix alkoholu z syropem ...


... następnie ubijamy śmietanę, żeby nam "zbita" wyszła i łączymy ją z turkusową mixturą...


... delikatnie mieszamy drewnianą łychą aż powstanie nam piękna, jednolita turkusowa masa, którą wylewamy na schłodzone czarne dno ...


...tak przygotowaną tortownicę pozostawiamy .... no właśnie... jak ktoś wytrzyma to na noc w lodówce...chyba, że ktoś obślinia pół kuchni, staje się nerwowy, poci się - może spróbować po 4 godzinach zamoczyć palec w turkusie ;) ... jeśli wpadnie z łatwością, to weźcie parówkę, musztardę i spokojnie zatopcie się w ulubionej lekturze ;)... najlepiej jednak ukroić sobie kawałek do porannej kawy :D ... jak już wyjmiecie, pokruszcie na wierzch ciastko i udekorujcie wg własnej fantazji ... my zrobiłyśmy tak :


... Mamo, odpalaj ekspres :) dwa razy latte i dwa razy oreowe :) - powiedział mój Pomocnik <3


Smacznego wszystkim, których kolor ciasta nie przeraził ;)

P.S czy nie uważacie, że mam zdolną Córkę? :) Werka - dzięki <3 - foty genialne :D

środa, 16 stycznia 2013

zdrowy baton, czyli precz ze sztucznością

...dryyyyńńń, dryyyyńńń.... ICE MAMI dzwoni :) ... odbieram... "oglądałaś tvn?" ...."nieeee" .... "ta blondyna fajne batony robiła, zdrowe, bo wiesz...najgorsze to te, które Ty tak lubisz" ....hmmm... Grzegorze...myślę i ocieram kapiącą ślinę z słuchawki :P... "zrobisz te zdrowe" - mówi stanowczo moja Rodzicielka... no cóż... Matka każe, Córka musi ;) ... " wszystko kupię, ale pieczemy u Ciebie" ... "dooobra" - wiemmm... pysznej kawy chce się napić ;) ... jak postanowiła - tak zrobiła :D


  • puszka mleka skondensowanego słodzonego
  • 250g płatków owsianych
  • 125g orzechów
  • 100g żurawiny
  • 125g ziaren słonecznika
  • 70g mieszanki (morele, nerkowce, rodzynki)

... w zasadzie, dobór składników może być dowolny, ważna jest jednak gramatura, bo inaczej baton może wyjść za twardy albo za miękki ;)...bierzemy dużą michę i zaczynamy od wlania mleka skondensowanego..



...następnie wrzucamy płatki ...


...i wszystkie sypkie składniki...

...dokładnie mieszamy, żeby powstała "glajda" ...następnie wylewamy na blachę wyłożoną pergaminem...


....i wstawiamy do piekarnika: 120 stopni  na ok. 50-60min.... teraz robię kawę, zasiadamy i plotkujemy a batony już mają cieplutko ;) .... sprawdzam po pół godzinie, bo nie chce mi się wierzyć, że po godzinie będą idealne... otwieram piekarnik...wsadzam palucha i .... "glajda" nie zmieniła swojej konsystencji.... pięknie...myślę...kolejny rewelacyjny przepis Pańci ze szklanego ekranu, wrrrr.....mija godzina i z krzywą miną i ironią w głosie mówię do Mamusi: "idę wyjąć tę mordoklejkę z tv" ;) ... wyciągam, kroję "na gorąco" .... o kurdeeeee.... pyyyychaaa...
...zwracam honor, wstyd mi za moje miny, odpluwam te wszystkie epitety...itd... :D


.... słodkie, ale nie tak bardzo, twarde, ale nie tak bardzo, gumowate, ale nie tak bardzo ;) ... 
do tego espresso albo jak mawiają niektórzy ekspreso bo z ekspresu ;)... i ...mgliste, chłodne popołudnie nabiera ciepła... musicie spróbować!, przygotowanie błyskawiczne, pieczenie dłuższe, ale w tym czasie możecie .....hmmm... prasować? zmywać? myć podłogi? odkurzać? szorować fugi? wyczesywać psa? ... dobra żartowałam..."róbta co chceta", jak mawiał klasyk ;) 
....enjoy your meal... :D

czwartek, 3 stycznia 2013

pierniczone pierniki

..... w zasadzie ten post powinien składać się z samych kropek  .... długo zastanawiałam się czy wrzucać ten przepis ....i.... gdyby nie smak... te pierniczone pierniczki nigdy by się tu nie pojawiły ... ze względu na pochłonięty czas i przede wszystkim na kształty a właściwie na ich brak ;(
....hmmmm .... wielkie postanowienie świąteczne mojej Córki: "Mamo, upieczemy pierniczki na święta" :D a ponieważ Wigilię spędzamy w większym rodzinnym gronie, od razu pomyślałam, że jeśli zapakujemy każdy oddzielnie w celofan, przewiążemy kokardką to będzie miły świąteczny akcent... a niech tam, pomyślałam i zaczęłam szukać przepisu na najwspanialsze świąteczne pierniczki, podniecona tym, że bardziej zdolne znajome bliższe i dalsze już zaczęły chwalić się swoimi korzennymi wypiekami .... musicie jeszcze wiedzieć, że jeśli chodzi o ciasta...to ja odpadam .... robię to niechętnie... może dlatego, że nie mam serca do pieczenia a może dlatego, że moja przyjaciółka robi tak doskonałe wypieki, że nie chciałabym wypaść przy niej blado, a może po prostu nie chce mi się bawić w miksery, obawy przed wyrośnięciem itd... ale !!!... robię ciasta, desery bez pieczenia i myślę, że kilka pojawi się tutaj ;)... powróćmy do pierniczonych... aaaa i wiedzcie, że zabawa piernikowa trwała niestety kilka dni...mówię, że się nie nadaję :( .... przewertowałam setki przepisów i znalazłam taki, który wg mnie wydawał się prosty.... oto i on:




  • 0,5 kg mąki puszystej
  • 1,5 szklanki miodu
  • 3/4 kostki prawdziwego masła 
  • 1 jajko
  • 1 przyprawa korzenna do pierników
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • ciutka soli znaczy szczypta
  • pisaki, posypki lukier do ozdoby

...na stole zrobiło się kolorowo i od razu nabrałam ochoty na pieczenie ;) ... aż do.... ale o tym potem... do rondelka wrzucamy cukier, miód, masło i przyprawę korzenną, stawiamy na małym ogniu, rozpuszczamy, podgrzewamy, nie gotujemy!!!, odstawiamy do ostygnięcia...



...mąkę łączymy z solą i sodą, przesiałam tą pierwszą, bo pamiętam słowa Mamusi, że mąka musi dostać powietrza, a przecież chciałam, żeby mój wypiek był perfekcyjny ... dodajemy roztrzepane widelcem jajo i ostudzoną masę miodową.... wyrabiamy wszystko paluchami, klei się niemiłosiernie, możecie dosypać mąki, robota jest żmudna, zdejmijcie pierścienie ;) i wyrabiajcie wyrabiajcie wyrabiajcie.... na koniec do misy i do lodówy....na całą noc...


...jejku jak to piszę, to wydaje mi się proste, szybkie i bezbolesne, a kosztowało mnie tyle poświęcenia ;) kolejny wieczór minął mi na rozwałkowywaniu....


...i wykrawaniu zwierząt i czegoś tam jeszcze z pożyczonych foremek .....



...swoją drogą ... zaskoczył mnie wzór "rybka" w zestawie świątecznym foremek ;) ... moją ukochaną formę przedstawiam Wam poniżej...dodam - ukochaną do momentu wyjęcia z piekarnika....



... "no i teraz czuję święta" - pomyślałam patrząc na "rogasia" i uśmiechnęłam się na jego widok ;)  pakując go na 15 minut do pieca o temperaturze 180st. i to był ostatni uśmiech ..... jakież było moje zdziwienie, kiedy tylko jeden spośród 15 był podobny do tego sprzed pieczenia....



.... po pierwszej partii histerycznie próbowałam ratować moje "potwory".... wbiję trochę kolorowych frędzelków w surowe ciasto, żeby odwrócić uwagę od kształtu....na nic... potwory "wyłaziły" z pieca jak dziewczynka z telewizora ze słynnego horroru "Ring".... miałam ochotę wyrzucić tacę z nimi przez zamknięte okno ;)



...jeże, wiewiórki, dzwonki...tylko ja domyślałam się co jest czym ... odstawiłam tę masakrę na noc.... prześpię się - myślę, jest 3:30 w nocy, jestem zmęczona, widzę podwójnie...jutro będzie lepszy dzień i na pewno inaczej na nie spojrzę ;) .....tiaaaa....jasne.... poranek...zaczynam od włączenia ekspresu i...rzutu okiem ( jednym, bo drugie otwieram po pierwszym łyku kawy) na pierniczone.... kurna ... nic się  nie zmieniło.... potwory patrzyły na mnie z tacy... już otworzyłam kosz, wzięłam do ręki ... i.... odurzył mnie ich zapach... od razu stanęła mi przed oczami choinka a w uszach brzdąknęło mi "Przybieżeli..." ;) .... dobra - myślę - dam Wam szansę - udekoruję ;) budzę w pośpiechu moją zaspaną nastolatkę... "daj pospać Mamo, ferie mam"... biorę się zatem sama do roboty, rozrabiam najszybszy lukier świata i jedyny który toleruję : cukier puder utarty z sokiem z cytryny, szykuję koraliki, polewy, gwiazdeczki i wyżej użyte frędzelki... wstaje Werka i pomaga z wielkim zaangażowaniem, pocieszając mnie pochlipującą .... 



.... postanowiłam, że renifery ze względu na wielkość i na świąteczny akcent będą wręczone podczas wigilijnej kolacji...no i tu już wyłam nie na żarty...dziwolągi, jeden ze złamanym kulochem, jeden z wykrzywionym rogiem a jeszcze inny z mordką podobną zupełnie do niczego.... a chciałam, żeby były ładne, wesołe, każdy z imieniem osoby obdarowywanej... no to popatrzcie.....



... nie powinnam Was zniechęcać tym zdjęciem, bo smak pierniczków jest naprawdę wyśmienity, zawiodła osoba piekąco - wykrawająca ;) a ponieważ nie jestem osobą która piecze regularnie ...w zasadzie w ogóle nie piecze...nie potrafię odpowiedzieć dlaczego tak wyszło :( mam nadzieję, że Wam się uda...czego życzę z całego serca :)... i kiedy już myślałam, że mam to za sobą...okazało się, że kupno celofanu stało się nie lada wyzwaniem....dodam - dzień przed Wigilią... odwiedzone hurtownie papiernicze, hipermarkety i osiedlowe sklepiki papiernicze - każde z tych odwiedzonych miejsc bylo pudłem.... ostatnią deską ratunku okazał się "telefon do przyjaciela:" - "A" ( będzie wiedziała, czytając, że o Nią chodzi) - dziękuję Kochana :* uratowałaś mój honor... paczka pierniczonych czeka wciąż na Ciebie :) pakowanie odbywało się już w pośpiechu, bo przede mną była noc filetowania karpia do galarety....
...popatrzcie na efekt końcowy...przez mieniący się celofan i kolorową rafię, nie widać na pierwszy rzut oka nieudanych kształtów ;)



... i na koniec Werki perełka, której nie oddała nikomu i nie zjadła, do tej pory stoi na honorowym miejscu ;)



.... czy nie wydaje Wam się dziwne to, że znienawidzone przeze mnie pierniczone pierniczki, zajęły jak do tej pory najwięcej miejsca na tym blogu a ilość zdjęć przekroczyła normę??? ;)... czyż nie jest to sprawa dla psychologa? ;)
pozdrawiam wszystkich "piekących" i tych co z pieczeniem mają pod górę ...tak jak ja ;)